VLADIMIRAS LAUČIUS. "RZECZPOSPOLITA" WYPACZA: ROSJI POCHLEBIA NIE WILNO, a WARSZAWA
Vertimas į lenkų kalbą / Tłumaczenie z języka litewskiego www.DELFI.lt 16 stycznia 2012 r. Gdyby w polskiej gazecie „Rzeczpospolita” ukazał się artykuł z apelem o odrodzenie Rzeczypospolitej, powiedziałbym - warto nad tym porozważać, niezależnie od tego jak bardzo by ten pomysł rozzłościł liczne szeregi polonofobów. Gdyby ukazał się artykuł z zarzutami wobec Litwy o niechęć w stosunku do Rosji, Polaków można by zrozumieć: przecież w relacjach między Moskwą a Warszawą panuje duch niemalże breżniewowskich pocałunków. Ale „Rzeczpospolita” opublikowała artykuł o rzekomo coraz bardziej prorosyjskiej orientacji Litwy.
„W czasach prezydentów Valdasa Adamkusa i Lecha Kaczyńskiego oba kraje uchodziły za najostrzejszych w Unii Europejskiej wojowników w stosunkach z Rosją. Teraz, za wykształconej w Leningradzie prezydent Dalii Grybauskaitė, między Litwą i Rosją nie panuje już werbalna zimna wojna, lecz chłodny pokój” – twierdzi autor artykułu Jerzy Haszczyński. „Wiele wskazuje na to, że Wilno chciałoby go przekształcić w pokój całkiem ciepły”. („Młodszy brat, starszy brat i wielki brat“).
Haszczyński nawet nie stara się wyjaśnić czytelnikom, jakie są objawy dążenia do tego ciepłego pokoju. Chyba, najważniejszą tego oznaką są studia pani prezydent D. Grybauskaitė w Leningradzie. Taki oto „solidny” argument...
Czym polityka prowadzona przez D. Grybauskaitė i rząd Andriusa Kubiliusa wydaje się Haszczyńskiemu prorosyjska? Być może z uwagi na to, że opiera się ona na dążeniu do niezależności energetycznej od Rosji? A może na to, że D. Grybauskaitė zbyt usilnie zachęcała NATO do przyśpieszenia przygotowań planów obrony państw bałtyckich?
Niezależnie od tego, jak dziwacznie wyglądają zarzuty wobec Litwy dotyczące ciepłego pokoju z Rosją, jeszcze dziwniejsze jest to, że te zarzuty te padają ze strony wielkiego przyjaciela Rosji – Polski Donalda Tuska. Nie myli się Haszczyński, twierdząc, że stanowiska Polski i Litwy wobec Rosji wydawały się być najostrzejsze w UE. Jednak wypacza, prezentując rzekomo odmienioną postawę Litwy, a nie Polski.
Jeśli już mówimy o ciepłym pokoju z Rosją, należy co najmniej uznać, że dostawcą ciepła jest Polska, a nie na Litwa. Warszawa ostatnio prowadzi intensywne starania wciągnięcia Rosji do tzw. Trójkąta Weimarskiego i przekształcenia go w czworokąt. Jest to znacznie bardziej prawdziwy przejaw ciepłego pokoju, niżeli studia polityków litewskich w Moskwie czy Leningradzie w okresie sowieckim.
Ponadto właśnie Polska jest wielkim krajem UE, który wyłazi ze skóry, próbując wywalczyć reżim bezwizowy dla obwodu kaliningradzkiego. To właśnie lansowanie polskiej polityki Weimarskiego Czworokąta i bezwizowego reżimu dla obwodu kaliningradzkiego wykazuje, jak pisze Tomas Misiūnas, „ocieplone stosunki z Rosją’.
Na początku 2008 r. polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski podczas wizyty w Moskwie oświadczył, że planowana amerykańska tarcza antyrakietowa będzie konsultowana z Kremlem. Wkrótce plany rozmieszczenia tarczy antyrakietowej w Polsce, którym, jak wiadomo, zaciekle sprzeciwiała się Moskwa, zostały pogrzebane.
W dniach 27-29 sierpnia 2009 r., rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow był gościem dorocznej narady polskich ambasadorów. Rok po rosyjskiej agresji przeciwko Gruzji, elita dyplomacji państwa członkowskiego UE nie znalazła lepszego gościa honorowego niż minister spraw zagranicznych państwa-agresora.
Jesienią 2010 r. S. Ławrow dwukrotnie składał wizyty w Warszawie. W tym samym roku wicepremierzy Polski i Rosji Waldemar Pawlak i Igor Sieczin podpisali umowę na dostawy rosyjskiego gazu do Polski. Wkrótce po tym doszło do pierwszej po 9-letniej przerwie wizyty Prezydenta Rosji w Warszawie. Prezydent Dmitrij Miedwiediew powiedział wtedy, że relacje między obu państwami ociepliły się w sposób widoczny.
Nic podobnego na temat stosunków litewsko-rosyjskich z Kremla ostatnio nie słyszeliśmy. Dlaczego Haszczyński próbuje doszukiwać się ciepłego pokoju między Wilnem a Moskwą, kiedy prezydent Rosji otwarcie mówi o ciepłym pokoju między Warszawą i Moskwą? Może autor artykułu w „Rzeczpospolitej” zwyczajnie się pomylił?
Haszczyńskiego słusznie niepokoją wysiłki Moskwy na rzecz wzmocnienia swoich wpływów w regionie w obliczu trudności przeżywanych przez UE. Jego zdaniem, nieporozumienia między Wilnem a Warszawą otwierają ku temu drogę: „W ten niekończący się spór młodszego brata ze starszym bratem już od wielu lat wtrąca się wielki brat”.
Według Haszczyńskiego, jeśli nękana przez kryzy UE osłabnie, stając się przez to mniej atrakcyjna dla znajdującej się na jej obrzeżach Litwy, współpraca z silną Rosją może dla niej wyglądać na dobrą alternatywę. „Odcinanie się od starszego brata zwiększa prawdopodobieństwo realizacji tego scenariusza. Nie jest jeszcze za późno na to, by to sobie uświadomić. I w Wilnie, i w Warszawie”- pisze Haszczyński.
Można się nie zgodzić z retoryką „starszego i młodszego brata”, ale to tylko drobnostki. Znacznie bardziej zasługuje na uwagę opinia Haszczyńskiego o tym, kto ponosi winę za spory między „starszym i młodszym bratem”. Winna, jego zdaniem, jest Litwa, rzekomo uchwalająca ustawy nieprzychylne dla mniejszości narodowych, oszukująca Warszawę i nierealizująca swych obietnic dotyczących praw polskiej mniejszości.
Gdyby autora naprawdę obchodziły bilateralne stosunki litewsko polskie w kontekście wpływów rosyjskich, to oceniając nieporozumienia między Wilnem a Warszawą próbowałby dostrzec błędy i jednych i drugich, przyznając, że część winy spoczywa na Warszawie. Lecz Haszczyńskiego nie obchodzą argumenty Litwy: nie czyni on przypuszczenia, że stanowisko Wilna może być przynajmniej częściowo zasadne. Nie stara się on nawet o pozory obiektywizmu. Wierzy i twierdzi, że Warszawa jest oszukiwana, mniejszość polska – krzywdzona, a Wilno – nieustępliwe.
Nie bądźmy tak kategoryczni jak Haszczyński. Załóżmy – czy przynajmniej pozwólmy na istnienie takiego założenia - że równa mniej więcej odpowiedzialność za nieporozumienia przypada na Warszawę i na Wilno. Choć mnie osobiście – będącemu polonofilem i sympatykiem Rzeczypospolitej Obojga Narodów - wydaje się, iż Warszawa w tej sytuacji przekroczyła wszelkie granice przyzwoitości i zdrowego rozsądku.
Niemniej jednak, wróćmy do głównego tematu artykułu Haszczyńskiego – stosunków Litwy i Polski z „wielkim bratem”. Jak w związku z tym należy oceniać Polaków na Litwie dyrygowanych przez Waldemara Tomaszewskiego i AWPL?
Tomaszewski już zaanonsował wspólny blok AWPL i Sojuszu Rosjan w zbliżających się wyborach do Sejmu. Podczas wyborów do rad samorządowych w mieście Wilnie partie polskiej i rosyjskiej mniejszości narodowych już uczestniczyły razem. Tomaszewski nie zrezygnował ze współpracy z politykami hołubiącymi Kreml. Między współkandydatów AWPL do Rady Miasta Wilna trafił nawet oficer KGB ZSRS.
Chciałoby się zapytać Haszczyńskiego: czyja polityka jest prorosyjska – Litwy, czy też zbierającej większość głosów polskiej mniejszości AWPL wraz z sowieckimi kagiebistami wśród swych partnerów politycznych?
Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji w ubiegłym roku opublikowało Raport o sytuacji w zakresie praw człowieka w niektórych państwach świata, w tym również na Litwie. Według tego Raportu, na Litwie dyskryminowane są mniejszości narodowe. Słowo w słowo jak zarzut ze strony Polski. Ciekawe – kto od kogo przepisał?...
W Raporcie mówi się między innymi, że historyczne roszczenia Litwy wobec Rosji nie ograniczają się tylko do okresu sowieckiego – aktywnie rozwijany jest temat Powstania Listopadowego „przeciwko caratowi”. W tym przypadku – rzeczy trudne do pogodzenia: Polacy próbują twierdzić, że Litwa jest prorosyjska, MSZ Rosji – że propolska...
Zdaniem politologa Nerijusa Maliukevičiusa w Raporcie MSZ Rosji dostrzec można chęć wykorzystania tak zwanej „karty polskiej”. Ponieważ na Litwie nie ma zbyt wielu obywateli pochodzenia rosyjskiego, do realizacji celów swej polityki zagranicznej Rosja wykorzystuje polską mniejszość narodową.
Dlaczego Haszczyński postrzega ciepły pokój między Litwą a Rosją, kiedy Moskwa w sposób tak oczywisty okazuje wrogość wobec Wilna i zgodę z Warszawą w kwestii mniejszości polskiej na Litwie? Czy nie widzi lub po prostu nie chce dostrzec tego, dla kogo najbardziej korzystna jest polityka Tomaszewskiego i z kim ta osoba współpracuje?
Haszczyński przeczy sam sobie: niby w sposób przyjazny ostrzega Litwę przed wpływem ze strony Rosji, ale wespół z obecnymi władzami Polski piersią staje do obrony agentów tego wpływu. Może warto by mu było lepiej wsłuchać się w wypowiedziane ostatnio słowa Przewodniczącego Rady Wspólnot Narodowych Litwy Mahirasa Gamzajevasa:
„Do połączenia pewnych sił rosyjskich i polskich doszło nie dzisiaj. <...> Scenariusze, założenia, ukierunkowanie ideologiczne uzgodnione zostały nie tylko na Litwie, ale i poza jej granicami. Widzimy to. <...> Już od kilku lat jesteśmy zakładnikami polityki AWPL. Ze względu na ich destrukcyjną działalność, na ich niewspółmierne chęci, kroki do tej pory Litwa nie uchwaliła ustawy o mniejszościach narodowych. Jak dotąd nie ma nawet ustaw, które by się przyczyniały do integracji różnych narodów z zachowaniem tożsamości i kultury narodowej. Ubolewamy, że stosowne litewskie instytucje państwowe zachowują się zbyt liberalnie. Powiedziałbym, że nawet z niebezpieczną delikatnością...”.